wtorek, 25 sierpnia 2015

troche czegoś innego nie od nAS !

Wszystko to miało miejsce już wiele lat temu. Do tamtego momentu nigdy nie wierzyłam w duchy, zawsze starałam się wszystko racjonalnie wytłumaczyć. Moja kamienica pochodzi z 1890 roku, więc ma już 125 lat.
Był ranek, ja już nie spałam, a mojej mamie przysnęło się w moim pokoju (byłyśmy same w domu). Postanowiłam jej nie budzić i udać się do drugiego pokoju, a tam coś poczytać czy włączyć TV. Na przedpokoju coś mnie złapało do góry i podniosło. Podniosło mnie w taki sposób za bluzkę, że teoretycznie powinnam się dusić, ale niczego takiego nie czułam. Darłam się, aby to coś mnie puściło (oczywiście mama będąca w pokoju obok się nie obudziła). W pewnym momencie usłyszałam śmiech (głos wydawał mi się męski) i zostałam puszczona. Nie oglądnęłam się za siebie, tylko wbiegłam do mojego pokoju (miałam do niego bliżej). Nikomu przez wiele lat o tej historii nie mówiłam. Mamie opowiedziałam ją wiele lat później. Powiedziała mi, że kiedyś, kiedy sama jeszcze była nastolatką, próbowała na naszym przedpokoju zapalić światło, ale nie mogła trafić w przełącznik. Miała wrażenie, że się oddala. W pewnym momencie zobaczyła przed przełącznikiem męską twarz, która po chwili zniknęła. Wiele lat żyłam z tą historią i nie przerażała mnie, aż tak jak zaczęła mnie przerażać jakieś 1,5 roku temu kiedy opowiedziałam ją pewnej osobie, a ona poinformowała mnie, że to nie mógł być duch, bo duchy potrzebują wiele energii aby się w ogóle ujawnić, a gdzie tu ludzi podnosić.
Kolejna historia miała miejsce u mojej koleżanki. Siedziałyśmy w jej pokoju, o czymś tam rozmawiałyśmy, chyba nawet w coś grałyśmy. Trochę wcześniej ona dostała od swojej cioci takie jakby organki. Siedziałyśmy w głębi pokoju, a one leżały koło drzwi, a my byłyśmy zwrócone do nich plecami. W pewnym momencie organki zaczęły grać. Gdyby jeszcze grały jakąś wbudowaną melodię, to bym pomyślała, że coś się zacięło i tyle, ale to były przypadkowo naciskane klawisze. Bałyśmy się odwrócić, więc czekałyśmy, aż mama koleżanki wróci do domu. Potem organki zagrały jeszcze raz, góra dwa razy i koleżanka wywaliła je do piwnicy.
I ostatnia straszna historia miała miejsce w tym roku. Byłam u koleżanki w domu. To mieszkanie jej babci, a babcia już nie żyje, ale koleżanka miała z nią dobry kontakt. Babcia nie umarła w tym domu, tylko poza nim. Koleżanka wiele lat mieszkała z nią tam i nigdy się w nim źle nie czuła. Zaczęła się czuć źle dopiero kiedy się tam ponownie wprowadziła po śmierci babci. Wracając do tematu. Przyszłam do niej i wchodząc zwróciłam uwagę na bałagan, który był na kuchennym stole, nawet sobie pomyślałam: "Jej, znowu tego nie ogarnęła." Pamiętam gdzie leżała pewna pokrywka, prawie na środku stołu. W pewnym momencie zachciało nam się herbaty, więc zaproponowałam, że pójdę i zrobię. Weszłam do kuchni, otworzyłam szafkę (byłam plecami do stołu). Nie mogłam jednak herbaty znaleźć, więc zawołałam koleżankę aby przyszła. I nagle słyszę huk, odwracam się i widzę, że pokrywka leży na podłodze. Koleżanka, która szła z pokoju też widziała jak leci. Jak spadła? Leżała prawie na środku stołu, nie gdzieś na brzegu. Do tego wokół było od groma innych rzeczy, więc wpadając powinno przynajmniej kilka z nich za sobą pociągnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz